RECENZJE: „Step Up 3″

  • step (foto)

    Dodano: 19:00 24 sierpnia 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: ,

    „Step up 3 D” – wstawaj i … tańcz

    Już od lat, obok programów tanecznych, ogromną popularnością cieszą się filmy o tańcu. Ich twórcy płyną z prądem mody i zainteresowań młodzieży. Ostatnio do kin weszła kolejna odsłona „Step up” – tym razem w trójwymiarze. Nie jest to kolejne „Dirty dancing”.

    Trzecia część „Step up” (filmu, który paradoksalnie staje się kultową trylogią) różni się od swoich poprzedniczek tym, że niemiłosiernie „utyka” pod względem fabularnym. Historia jest prosta i do bólu przewidywalna. Miłośnikom poprzednich części nie trzeba przypominać, że koncentrują się one na motywie konkursu tanecznego, odkrywaniu siebie w tańcu, odnajdywaniu swej upragnionej miłości i na ostatecznym przezwyciężaniu własnych słabości. Twórcy wykorzystują te same „chwyty”, które sprawdziły się w poprzednich odsłonach, lecz tym razem urasta to już do poziomu kiczu. Wątki miłosne są przesłodzone (bohaterowie wzdychają do siebie i przeciągają sceny pocałunków w nieskończoność). Otrzymujemy „opowieść” o spełnianiu marzeń, przełamywaniu własnych ograniczeń, która nijak odnosi się do rzeczywistości. Film w typowo amerykański sposób posługuje się schematem „od zera do bohatera”. Osiąganie swoich celów jest proste, nie trzeba też ponosić konsekwencji swoich wyborów, bo i tak wszystko szybko obróci się na twoją korzyść.

    „Step up 3” operuje stereotypami. Lider grupy tanecznej Piratów – Luke (Rick Malambri) to chodzący testosteron: przystojny, prężący na ekranie wyrzeźbioną klatę. Jego ukochana tancerka Natalie (Sharni Vinson) to z pozoru „silna baba”, która w głębi duszy skrywa romantyczną naturę, a jedynie przy Luke’u może czuć się naprawdę sobą. Przeciwnicy Piratów (którym widz chcąc nie chcąc musi kibicować) to w pierwszej odsłonie turnieju – Afroamarykanie, a w drugiej – Azjaci (ta kategoryzacja jest wyjątkowo prosta).

    Im głębiej w las, tym fabuła coraz prostsza – staje się tylko pretekstem, lichym łącznikiem scen tanecznych. W tym oto miejscu ujawnia się prawdziwy motyw i sens powstania kolejnej części filmu. Fabuła jest tylko przykrywką, ona się nie liczy – liczy się taniec. Nic dziwnego, że widząc pasję aktorów i to, co potrafią zrobić ze swoim ciałem, chce się wstać i po prostu tańczyć. Niektóre sceny są po prostu niewyobrażalne: aktorzy przełamują wszelkie bariery swojej cielesności (przede wszystkim ograniczenia układu kostnego). W filmie – jedną z najlepszych jest scena tańca w deszczu (zaczerpnięta z drugiej części – „Step up: The Streets”). Porusza wizualnie (w takich momentach filmu technika 3D „podkręca” atmosferę i pozwala na intensywny odbiór wrażeń). Jednak tak naprawdę film wcale powstawać nie musiał – twórcy mogli stworzyć długi teledysk.

    Ogromnym plusem obrazu jest to, że nie zawodzi on pod względem muzycznym. Można usłyszeć imprezowe hity takich twórców jak: Busta Rhymes, czy Chromeo (zostały „podrasowane”, aby widza łatwiej wprowadzić w muzyczny trans). Niewątpliwie ścieżka dźwiękowa do „Step up” będzie cieszyła się powodzeniem w każdym klubie.

    Jeśli ktoś chce iść na „Step up 3” z nadzieją, że zobaczy interesującą historię, innowacyjnie nakreślonych bohaterów, to niestety się rozczaruje. Ten film ogląda się dla tańca samego w sobie – ruchu ciała, przełamywania ograniczeń oraz dla wizualnych rozkoszy (aby choć przez chwilę poczuć się jak bohaterowie filmu, którzy tańcząc cieszą się z życia jak dzieci i są ze sobą na dobre i złe – nawet jeśli wydaje się to przesłodzone i moralizatorskie).

    Magdalena Bońkowska


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz