REICHS / Diabelskie kości
-
Dodano: 21:12 9 lutego 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Książki, Literatura, Recenzje
Autorką dreszczowca „Diabelskie kości” jest Kathy Reichs, amerykańska pisarka, która jest jednocześnie uznanym i cenionym antropologiem klinicznym. Nie dziwi więc nikogo fakt, że w swoich powieściach wykorzystuje ona rozległą wiedzę z antropologii fizycznej i osteologii. W 1997 roku debiutowała książką „Deja dead”, która przyniosła jej sławę i szybko stała się bestsellerem „New York Timesa”, a dodatkowo zdobyła prestiżową nagrodę Ellis Award. Do tej pory ukazało się jedenaście powieści kryminalnych autorstwa Reichs z udziałem tej samej bohaterki – Temperance Brennan. O ich popularności świadczy fakt, iż Kathy Reichs zainspirowała swoimi książkami twórców serialu „Kości” oraz sama pomagała przy jego tworzeniu.
Recenzja powstała w ramach zajęć ze specjalizacji krytycznoliterackiej realizowanej na filologii polskiej na UMK w Toruniu.
Kathy Reichs, Diabelskie kości, tłum. K. Maciejczyk, Wydawnictwo Red Horse, Lublin 2009
Na początku „Diabelskich kości” mamy przyjemność poznać główną bohaterkę, która siedzi w sali konferencyjnej i strasznie się nudzi: „Nazywam się Temperance Deassee Brennan. Mam metr sześćdziesiąt siedem, wredny charakterek i czterdziestkę na karku. Liczne tytuły naukowe. Za dużo pracy, za mało płacy. Jestem o krok od śmierci. Szybko skreśliłam te natchnione wersy i zaczęłam płodzić nowy wstęp”. Jest to pewnego rodzaju „ukłon” w stronę czytelników, którzy niekoniecznie znają wcześniejsze książki Kathy Reichs. Zresztą przywołana to fragmentaryczna charakterystyka głównej bohaterki będzie w toku całej książki uzupełniana. Okazuje się, że choć na pierwszy rzut oka pani antropolog wydaje się osobą zrównoważoną, to jednak potrafi być nieprzyjemna i gwałtowna – zwłaszcza w przypadku wystąpień publicznych. Co więcej, jej życie prywatne to pasmo nieustannych klęsk. Żyje w separacji z mężem, a kochanek wraca do swojej żony. Jedno jest niezmienne – najważniejsza jest dla niej praca, w której musi być zdeterminowana i stanowcza, sprawna i błyskotliwa. A z drugiej strony ciężko oprzeć się wrażeniu, że wykonywany zawód chyba ją przerasta, a w każdym razie zbyt wiele kosztuje.
Zaraz po tej prezentacji następuje zawiązanie akcji – głównego wątku kryminalnego. Temperance odbiera telefon i dowiaduje się, że na ulicy Greenleaf Avenue (w miejscowości Charlotte) znaleziono ludzkie szczątki. Szybko udaje się na miejsce zdarzenia, gdzie spotyka osobę, która dokonała tajemniczego odkrycia. Hydraulik imieniem Arlo, podczas renowacji instalacji wodnej znajduje ukrytą pod piwnicą głęboką komorę, która budzi lęk i grozę. Z reguły w takich miejscach trzyma się przetwory, wino, jednak zawartość tego pomieszczenia była raczej niecodzienna i makabryczna: „Stałam w kwadratowej komorze, długiej i szerokiej na jakieś dwa metry […] Kotły, jeden duży, drugi mały. Zardzewiały rondel. Sklejka. Narzędzia. Posążki. Świece. Koraliki i zwierzęce rogi zwisające z sufitu […] Komora wyglądała na miejsce jakiegoś kultu […] Kocioł był z żelaza, wypełniała go ziemia. Ze środka wyrastała makabryczna piramida. Podstawę tworzyła zwierzęca czaszka […] Na czaszce zwierzęcia umieszczono czaszkę ludzką”.
Technicy, którzy również przyjechali na Greenleaf Avenue, zabrali do laboratorium lalki, posążki, koraliki, narzędzia i wszelkie inne znalezione przedmioty. W wyniku badań okazało się, że czaszka należy do nastoletniej, „czarnej” dziewczyny. Z jednego z kotłów Temperance wyciągnęła jej zdjęcie i… kawałek mózgu. Nieco później, na brzegu pobliskiego jeziora, mężczyzna spacerujący z psem natyka się na bezgłowe ciało chłopca. Do tej sprawy zostaje również przydzielona nasza bohaterka. Na klatce piersiowej ofiary widnieje odwrócona pięcioramienna gwiazda (w wyniku późniejszych badań okazuje się, że została ona „wyryta” mechaniczną piłą tarczową). Czy te dwie sprawy są przypadkowe czy jednak coś je łączy? Próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie wraz z Temperance wkraczamy w przerażający świat voodoo, santerii i satanizmu.
I już ma się nadzieję na pełną szybkich zwrotów akcji powieść, a tu pojawia się coś, co sprawia, że czytelnik dosłownie usypia: trzeba przebrnąć przez skróconą historię miasta Charlotte. Poznajemy więc jego dzieje, topografię i przekrój społeczny: „Narodziny miasta Charlotte wiążą się z pewną rzeką i drogą. […] Król Anglii Karol II, za pomoc udzieloną mu w odzyskaniu władzy, podarował swoim ośmiu poddanym tereny na południe i zachód od Wirginii”. Z ust czytelnika nastawionego na wartką akcję może paść tylko jedno pytanie: po co? Informacje te nie wzbogacają w żaden sposób fabuły, są praktycznie zbędne. Osoba, która jest zainteresowana dalszym przebiegiem wydarzeń, nagle staje w miejscu. Ma się wrażenie, że autorka Diabelskich kości w sposób sztuczny powiększa objętość książki, nie zwracając wcale uwagi na celowość tego, co pisze. Zabrakło wyczucia? Zresztą także dalsze partie książki niestety rozczarowują. Pisząc np. o religii synkretycznej Kathy Reichs przywołuje niepotrzebne formułki słownikowe. Oczywistym jest, iż wyjaśnianie odbiorcy niektórych problemów czy tematów jest pożądane, ale nie w takim natężeniu, jak robi to autorka. Przykładem może być opis voodoo: „Voodoo powstało w Dahomeju, Republice Leninu, wśród plemion Nago, Ibo, Arada, Dahomej i innych […] Voodoo ma wiele bóstw, znanych pod wspólną nazwą loa […] Ołtarze voodoo trzyma się w niewielkich pomieszczeniach, zwanych baji”. Otrzymujemy porcje wiedzy, która nie jest wykorzystywana w przebiegu akcji, a jedynie ją spowolnia.
Podobnie dzieje się z opisami związanymi z antropologią sądową, procedurami anatomopatologicznymi, które choć są precyzyjne, to jednak mogą być postrzegane jako nużące: „Sprawdziłam statystyki interpretatywne. Prawdopodobieństwo a posteriori, albo PP, oblicza prawdopodobieństwo przynależności niewiadomej do danej grupy na podstawie jej położenia, czyli względnej odległości do wszystkich grup”.
Zresztą nawet pominąwszy kwestie techniczno-naukowe książka pozostawia nieco do życzenia w zakresie stylu. Niepotrzebne wulgaryzmy, lapsusy językowe, wyraźnie obniżają jakość książki. Przykłady można mnożyć, ograniczmy się do jednego – fragmentu rozmowy głównej bohaterki z córką: „– Kutas. Już nie fiut? Degradacja czy promocja w stosunku do określenia, którego użyła poprzednio? Nie byłam pewna. – Możesz to rozbudować?” (s. 89)
A już za największy błąd, jaki popełnia Kathy Reichs, uznać można zupełnie niezrozumiałe zastosowanie chwytu na kształt zapomnianego deus ex machina. Kiedy już sama autorka ma dosyć huśtawki nastrojowej głównej bohaterki i jej krążenia wokół głównego wątku (co sprawia, że brakuje charakterystycznego dla kryminałów napięcia), nagle jej bohaterka doznaje czegoś na kształt objawienia – natychmiast pojawiają się odpowiedź na wszystkie pytania i wątpliwości. Eureka! Nareszcie wszystkie elementy układanki zaczynają do siebie pasować! Szkoda jedynie, że czytelnik czuje się oszukany i zastanawia się, czy nie można było tego rozwiązać inaczej…
Na zakończenie warto zwrócić jeszcze uwagę na dwa zagadnienia: pierwszym jest poświęcenie książki pamięci zmarłych policjantów, drugim – umieszczona na końcu rozmowa z autorką. Oba te elementy sprawiają, że mamy szersze spojrzenie na to, co czytamy, jak i na intencje Kathy Reichs. „Diabelskie kości” to prawdopodobnie jedyna powieść, która jest hołdem dla tych, którzy zginęli broniąc przed zbrodnią mieszkańców Charlotte-Mecklenburg w Karolinie Północnej. Natomiast „Rozmowa z Kathy Reichs” pozwala nam zrozumieć, co zainspirowało autorkę „Śmierci za dnia” do napisania „Diabelskich kości”, daje też wgląd w proces zbierania materiałów, gromadzenia faktów i pisania samej książki. I choć należy przyznać, iż dodatki te wzbogacają powieść, to jednak należy od razu zaznaczyć, że nie są w stanie jej uratować. „Diabelskie kości” to nie „mrożący krew w żyłach” thriller czy kryminał. Choć zapowiada się bardzo obiecująco, pierwsze strony wywołują u czytelnika dreszcz emocji, to jednak później nic nie pozostaje ze zbudowanej na wstępie aury tajemniczości, niesamowitości, a sama fabuła sprawia wrażenie dość banalnej. W kończącej książkę rozmowie Kathy Reichs deklaruje, iż ma pomysł na następną powieść. Miejmy nadzieję, że będzie ona dużo lepsza.
Alina Godardt









