ROLIN / I ktoś rzucił za nim zdechłego psa
-
Dodano: 19:16 14 lutego 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Artur Jabłoński, Książki, Literatura, Recenzje
- Myślę – relacjonował Jean Rolin, autor „I ktoś rzucił za nim zdechłego psa”, w liście do zaprzyjaźnionego fotografa – o napisaniu historii o psach »feralnych« (jest to anglicyzm albo ściślej – kalka angielskiego przymiotnika „feral”, oznaczającego zwierzę domowe, które wróciło do stanu dzikości, zdziczałe. W rozumieniu autora są to psy „błąkające się zupełnie swobodnie, nieposiadające ani domu, ani pana”.
Książka zaczyna się niewinnie i w zasadzie możemy się poczuć zdezorientowani, nie znając zasadniczego tematu opowieści. Gdy jednak wypłynie już na wierzch, nie ma odwrotu: zostajemy zasypani olbrzymią liczbą historii związanych z rzeczonymi zwierzętami.
Rolin jest pedantycznie dokładny. Przemierzył kawał świata by zebrać niezbędne materiały (zarówno współczesne, jak i pochodzące ze źródeł historycznych), co widać – jego reportaż pełen jest dygresji i dygresji w dygresjach, z których każda relacjonuje jakieś osobne, interesujące zdarzenie. Oparcie stylu książki na tak skonstruowanym monologu może być nużące dla niektórych czytelników, wybujała konstrukcja zdań nie sprzyja szybkiej lekturze, jednak mnie osobiście to nie przeszkadzało.
Jean Rolin, I ktoś rzucił za nim zdechłego psa, WYDAWNICTWO CZARNE, 2011
Watahy bezpańskich psów to zjawisko o skali globalnej, natknąć można się na nie dosłownie wszędzie i w różnych okolicznościach, co czyniło ten temat wymagającym ogromnej pracy, lecz jednocześnie szalenie interesującym w swej wielowymiarowości.
Pies dla Rolina to nie słodki Beethoven czy sto jeden dalmatyńczyków. To złe stworzenie, które pragnie jeść mięso. Jeżeli rozsmakowało się w ludzkim, staje się dla człowieka niezwykle niebezpieczne. Obraz psa-padlinożercy nagminnie towarzyszy wszelkiego rodzaju korespondencji wojennej, symbolizując ogrom nieszczęścia spadającego na dany region. Z drugiej strony bezpański pies może stać się użytecznym narzędziem. Nikt nie będzie miał skrupułów przed wykorzystaniem półdzikiej bestii do walki z przeciwnikiem, na przykład szczując odzianego w materiały wybuchowe psa na wraże czołgi.
Choć może nie jest przyjacielskim czworonogiem, psi bohater Rolina nieustannie towarzyszy ludziom. Gdy spotyka ich nieszczęście, on również cierpi (bomby nie różnicuje zwierzęcia od człowieka). Sam bywa jego przyczyną, dąży do konfliktu (jak w przypadku walk między australijskimi farmerami a psami dingo). W tego typu sytuacjach walczy o przetrwanie i trudno odmówić mu do niej prawa – każdy z nas też przecież walczyłby wówczas o życie. Można dostrzec świadomie zbudowaną przez Rolina analogię między zazębiającymi się światami: psim i ludzkim. I tu, i tu podstawowe mechanizmy zdają się podobne.
Miejmy nadzieję, że za sprawą wydawnictwa Czarne przetłumaczone zostaną na polski i ukażą się na naszym rynku także i pozostałe książki cenionego autora, które również warto by przeczytać. Po tak mocnym wejściu, jakim jest „I ktoś rzucił za nim zdechłego psa” nie trzeba się martwić o brak nabywców kolejnych pozycji.
Artur Jabłoński









