TEATR / Kump

  • kump (foto)

    Dodano: 15:12 6 września 2011

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , , ,

    TEATR / Kump

    Krajobraz po bitwie

    - Plenerowy spektakl z antraktami to zły pomysł. Ulica wymaga bowiem rytmu, który usłyszy każdy z tłumu planowanych i przypadkowych widzów. „Kump” był cichy –  był jak flauta dla żeglarzy, jak zepsuty głośnik na festiwalu Woodstock.

    Teatr Wiczy i Norwegowie z Nordic Black Theatre pracowali nad „Kumpem” przez trzy tygodnie w kaszubskim Bytowie. Można było śmiało obstawiać, że jedną ze spektaklowych inspiracji będzie masakra na wyspie Utøya. Teatr współczesny musi komentować to co „tu i teraz”, więc natchnienie unurzane w lipcowej krwi to plus, a nie droga na skróty. O tym, że była to dobra decyzja świadczy to, że „Kump” rozsypał się kiedy czytelny obraz terroru w raju porzucono na rzecz nudnego dryfu po płyciznach uniwersalizmu.

    Początek jest czytelny. Zadowolona grupa znajomych spotyka się na sesji fotograficznej. Ćwierkają ptaszki, chłopcy się kłócą i obłapiają panny, panny – śmieją się, fotograf – denerwuje i ustawia. Później flesz i emocje opadają. Tłumaczenia, przeprosiny i radość z bycia razem. Społeczeństwo idealne. Jak u Campanelli – świat jako odbicie Boga.

    Piękny sen kończy się szybko. Podobnie jak niegdyś bóg w sztukach Eurypidesa, tak w „Kumpie” ex machina pojawia się stylizowana na popkulturową gwiazdę postać. Nie ma karabinu, nie jest panem ciemności. To wodzirej, który burzy naturalne relacje, w zamian fundując obligatoryjną masową rozrywkę, która jest „idealna i perfekcyjna, która musi się podobać każdemu i zawsze”. Jak się okaże, despotyczny schwarz charakter będzie jedyną klamrą spinającą sceniczne komunikaty. Nie wystarczy to do opanowania chaosu.

    Breivik jest więc tylko trampoliną do opowieści o współczesnych marach nawiedzających od czasu do czasu konsumpcyjną społeczność. Terror i masakra zmobilizowały polsko-norweski zespół do stworzenia antysystemowego przedstawienia o kontroli, przymusie i braku wyboru, które kiełkują niewidoczne gdzieś na peryferiach demokracji. Skok od fundamentalisty do problemów globalnych jest zgrabny. Klaruje go umiejętne wykorzystanie głównego elementu scenografii – konstrukcji z kolorowych kostek. W pierwszej scenie jest to stół – miejsce spotkania, potem – zbiór pojedynczych domków i namiotów, w których zagubieni ludzie starają się po burzy odbudować codzienność.

    Kontakt z widzem się urywa wraz z całkowitą rezygnacją z aktualiów na rzecz metafory.  „Kump” staje się zbiorem etiud okraszonych starymi sztuczkami. Mamy „przerażających” szczudlarzy, walizki i antywojenną retorykę, wisienką na torcie jest „wiczowski” modus operandi – rozpierducha na koniec i punk z głośników. Bałagan podkreśla powtarzająca się podobna do przerw cisza, która zachęca do tego, aby skupić się na felerach spektaklu. Plener z antraktami to zły pomysł. Ulica wymaga bowiem rytmu, który usłyszy każdy z tłumu planowanych i przypadkowych widzów. „Kump” jest cichy – jak flauta dla żeglarzy, jak  zepsuty głośnik na festiwalu Woodstock.

    Trzy tygodnie okazały się zbyt krótkim czasem – dwóm międzynarodowym grupom nie udało się znaleźć antidotum na przeszkody w budowaniu jasnego komunikatu i odpowiednich narzędzi do jego przekazania. Wiadomo było, że nie można postawić na tekst mówiony. Zamiast wizualizacji i widowiskowość wybrano jednak intymność. To tak jakby widzom na koncercie Lady Gagi zafundować „4’33” Johna Cage’a. Dość jednak! Projekt „Przenikanie” trwa, a znając determinację Teatru Wiczy w „Kumpie” znajdzie się kilka poprawek.

    Chesney

    Inni o „Kumpie”:

    Marcin Gładych na gladychmovie.blogspot.com

    „Po spektaklu wiele osób prosiłem o chociaż jedno małe słówko wyjaśnienia. Tak bardzo chciałem, aby ktoś mnie wyciągnął z tej intelektualnej otchłani, w jaką wpadłem. Niestety do teraz nikogo takiego nie znalazłem. I wcale mnie nie cieszy to, że nie jestem jedynym głupkiem na świecie. Wolę już, abyśmy poudawali, że wszystko rozumiemy, tylko nam się gadać o tym nie chce.”


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz