TOFIFEST: Konkursowy „Alamar”
-
Dodano: 11:30 28 czerwca 2010
wydarznie pod patronatem kulturalnytorun.pl
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Joanna Tercjak, Patronat KT, Tofifest
Za nami kolejny dzień TOFIFEST. W niedzielę widzowie zobaczyli pierwsze filmy konkursowe. Relacjonują Joanna Tercjak z Kulturalnego Torunia.
Niedziela na Tofifest upłynęła w atmosferze inauguracji ważniejszych sekcji festiwalowych, a świeży początek to zawsze miłe uczucie. Choć jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by oceniać całość, to pierwsze projekcje z pewnością obudziły w wielu głód dalszych filmowych doznań i konfrontacji. W tym roku selekcję tytułów do międzynarodowego konkursu filmów fabularnych ograniczono do dzieł debiutanckich i drugich w dorobku reżyserów. Taka decyzja stawia na świeżość. I choć zeszłoroczny Tofi nagrodził właśnie debiutantkę za doskonały „Home”, to trudno wyzbyć się wątpliwości, czy aby na pewno nowe kryterium selekcyjne pozwoliło organizatorom na stworzenie dobrego programu. Ocenę wystawimy im w piątek.
Pierwszy z prezentowanych filmów konkursowych, „Nad morze” („Alamar”) to spojrzenie cierpliwego oka na wyjątkowe miejsce i żyjących w nim ludzi. Debiut meksykańskiego reżysera Pedro González-Rubio kwestionuje jasny podział na dokument i fabułę, łącząc subtelną dramaturgię z reporterskim autentyzmem. Można powiedzieć, że nad jego filmem unosi się duch Roberta Flaherty’ego, bo podobnie jak u pioniera „kina prawdy” nie sposób zgadnąć, gdzie przebiega granica między inscenizacją a życiem. Piękne zdjęcia egzotycznych krajobrazów, naturalność postaci, sprawnie prowadzony montaż i niespieszny, wręcz leniwy rytm narracji tworzą wspólnie bardzo konsekwentny klimat, a jednak… czegoś brakuje. I nie chodzi tylko o to, że „Nad morze” jest raczej filmem dla widzów cierpliwych, którzy lubią się czasem ponudzić w kinie.
Ktoś mógłby powiedzieć, że brakuje konfliktu, ale przecież prócz etnograficznej obserwacji jest również wątek dramatyczny – historia silnej, pełnej ciepła, choć niełatwej więzi ojca i syna. „Alamar” można by zakwalifikować jako film z kategorii sympatycznych. Być może nie porywa właśnie z powodu zbytnio wygładzonego obrazu ojcowskiej miłości w idyllicznej scenerii, gdzie rozstania bolą tylko troszkę, a codzienność niesie same piękne chwile. Jak na zbuntowany festiwal to zdecydowanie za mało.
Joanna Tercjak









