TOFIFEST: SHORTCUTY
-
Dodano: 14:06 30 czerwca 2011
Tagi: Piotr Buratyński, Recenzje, relacje, Tofifest
Od kilku dni na Festiwalu Tofifest w Toruniu trwa Międzynarodowy Konkurs Filmów Krótkometrażowych. Około trzydziestu „shortów”, podzielonych na 5 bloków, z których każdy to niemal dwie godziny projekcji, walczyć będzie o toruńską nagrodę. W tym roku oceniać je będą Rafał Kapeliński, Katarzyna Klimkiewicz i Santa Ligeviciute. To ogromna ilość filmów, zarówno fabuł jak i eksperymentów czy dokumentów, o rozmaitym poziomie, stylu i sposobie formułowania wypowiedzi.
Przed jury, ale także przed publiką, zapoznanie się z tymi filmami to wyzwanie. A jako widzowie festiwalu lubimy wyzwania. Oglądanie pod rząd kilku SHORTCUTÓW to jak skakanie po kanałach telewizora, w którym każdy program będzie inny, o odmiennym nastroju. Z jednej strony to podział nieco chaotyczny, ale z drugiej wymagający od widza cierpliwości i sumiennego obcowania z obrazami. Zmiany stylów co kilka minut mogą być jednak źródłem pewnej perwersyjnej przyjemności. Krótkometrażówka to nie tylko ograniczony czas projekcji. To idea.
Od filmu takiego wymaga się często elementu zaskoczenia, bycia filmowym dowcipem. „To pasmo o nieustającym uroku niedosytu” pisze się na stronie festiwalu i coś w tym jest. Niedosyt i sznyt żartu, lub anegdoty to niezwykle filmowe cechy krótkich form. Tak dla przykładu jeden film z środowego bloku. Jam Today Simona Ellisa to wakacyjna historia małego chłopca i jego rodziców, spędzających urlop na łodzi. Chłopiec, jak wielu w jego wieku, marzy o tym by stać się już dorosłym mężczyzną – umięśnionym i rosłym. Stara się imponować seksownej sąsiadce z okolicy, oraz marzy o własnej ławeczce kulturystycznej. Teraz brzmi to banalnie, ale dobry film to taki którego nie da się opowiedzieć. Reżyser Ellis balansuje wciąż pomiędzy czarem kończących się wakacji a pewnym rozerotyzowanym niepokojem. To ciekawy film o tym, co jest esencją niemożności doczekania się, by być już dojrzałym. Jest „i straszno i śmieszno” jak mówią Rosjanie.A zaraz po Jam Today, film drastycznie odmienny. Oto właśnie rosyjska impresja Hleb dlia ptici Aleksandry Strelyanaya. To skąpany w rosyjskim folklorze i rozpaczliwej estetyce późnej nowoczesności film, który przywodzi na myśl wielkie freski Sergiusza Paradżanowa czy Jurija Ilienki. Efektowne posługiwanie się motywami ludowymi, magiczna niejednoznaczność, powrót do rytuału. To jest film bezfabularny, płynący jak bardzo prywatne wspomnienia, odwołujący się do podstawowych wartości. Być może to dziełko o poszukiwaniu własnej tożsamości, lub o melancholii i nastroju jaki te poszukiwania przywodzą. Nie wiem. To film który opowiedzieć trudniej niż Jam Today.
Dlatego warto wybierać się na SHORTCUTY w ramach Tofi. Bo te bardzo filmowe filmy, można tylko oglądać. Ale pisać już o nich, to znaczy zdradzać ich idee.Te dwie wybrane krótkie formy to tylko przykład tego, czym na Tofifest były film z konkursu krótkometrażowego. Ogłoszenie wyników konkursów już w piątek o 19:30. Tak jak pisałem, wynik już z założenia będzie interesujący, biorąc pod uwagę jak tytaniczną pracą było zapoznanie się z ogromem propozycji w sekcji SHORTCUT. Tak dla widzów jak i jury.
Piotr Buratyńskihttp://www.tofifest.pl/
http://www.facebook.com/tofifest
http://festiwaltofifest.blogspot.com/Na zdjęciu: Leave not a cloud behind · reż. Pablo GonzalezFrancja 2010, 7′









