WYWIAD: Lidia Pospieszalska
-
Dodano: 10:14 27 czerwca 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Koncerty, Wiktoria Wojtyra, Wywiady
Chętnie wraca do Torunia. Była u nas w maju w klubie Lizard King, a w sobotę wystąpiła na festiwalu Song Of Songs. Zapraszamy na wywiad z Lidią Pospieszalską.
Wiktoria Wojtyra: Jaka motywacja kryje się za Twoim przekraczaniem konwencji? Czy to chęć eksperymentowania sprawia, że łączysz rozmaite gatunki muzyczne?
LIDIA POSPIESZALSKA: Eksperymentowanie to za dużo powiedziane. To raczej robienie tego, co się lubi, czuje. Zawsze słuchałam różnorodnej muzyki. Nie zawężam się do jednego gatunku. Lubię nawet te najbardziej skrajne, jak niektóre rzeczy heavymetalowe czy freejazzowe ale też spokojne choć wyrafinowane rytmicznie dźwięki latynoskie. Ostatnio jednak z Marcinem słuchamy sporo polskiej muzyki ludowej, tej wykonywanej przez wiejskich muzykantów, których niestety niewielu zostało. Marcin nauczył się grać na skrzypcach trochę mazurków i oberków, a ja akompaniuję mu na bębenku radomskim . W tej muzyce zawarty jest cały nasz słowiański, trochę porywczy temperament i ta piękna melancholia zawarta w melodii.
Patrząc na wasze występy można pomyśleć, że nie rezygnujecie z buntu. Marcin freestyluje…
Bo to bardzo zdolny człowiek jest…(śmiech)
Co sprawia, że mimo różnorodności stylistyk, w obrębie których tworzycie, wasz muzyczny projekt pozostaje spójny?
To kwestia zmysłu pielęgnowanego przez lata, kształtowanego na dobrych wzorcach. Myślę, że wszystko to zapada się gdzieś w podświadomości i pomaga wyznaczyć granicę tego, gdzie muzyka się kończy, a zaczyna coś na kształt jej karykatury, przerysowania. Niestety dosyć łatwo ją przekroczyć, czasami wystarczy brak solidności czy zwykłe niedbalstwo i brak zaangażowania.
Uważny słuchacz znajdzie na płycie tekst zainspirowany świętym Janem od Krzyża, wieloznaczne gry słowne, jak i bardzo proste w wymowie utwory śpiewane po zambijsku. Opowiedz o tym obcowaniu słów.
Przykładam dużą wagę do tekstów. Przede wszystkim musi to być język, z którym mogę się utożsamić. Na początku odczuwam tekst jako ciało obce, bo sama piszę tylko muzykę. Mija trochę czasu zanim poczuję, że te słowa są jakby moje. Nie przekonuje mnie tekst zbyt sentymentalny, zbyt oczywisty. Lubię słowa, które kryją w sobie jakąś tajemnicę, poruszają wyobraźnię. Słowa napisane przez Rafała Boniśniaka (perkusisty współpracującego z The Sakala Brothers) po zambijsku, choć zawierają mądre przesłanie, są w swej treści bardzo proste, natomiast samo brzmienie języka jest bardzo tajemnicze. Zresztą muzyka afrykańska jest szalenie inspirująca, szczególnie z lat 70., 80. To, co różni piękną muzykę od pospolitej, to wszelkie niuanse. Te niuanse, obecne w muzyce afrykańskiej, odnaleźć można również w muzyce polskiej. Jeśli się człowiek zagłębi w tym, co tak kochał Chopin w polskich mazurkach, w tej rozciągliwości frazy, czyli tym, co nazywamy rubato, albo w polirytmii, to mogą powstać fascynujące pomysły nawet dla muzyki popowej.
A zainteresowania pozamuzyczne? Wiem, że malujesz.
Malowałam jak Nikodem i Mikołaj, moi synowie, byli jeszcze mali. Śpiewałam wówczas głównie dla nich. Nie umiem godzić malowania i muzyki, obie te dziedziny wymagają tak ogromnej koncentracji. Np. Budzy z Armii je doskonale łączy. Mnie brakuje na to czasu i chyba energii. Kobieta, mimo wszystko musi ogarniać dom, czuwać nad wszystkim. To dużo kosztuje. A tu kolejna dziedzina… Ale mam nadzieję , że ten czas kiedyś znajdę!
Muzyka, którą tworzysz rzeczywiście poświadcza, że chłoniesz świat wszystkimi zmysłami. Afirmujesz.
Szczególnie zapachy. Doskonale wyczuł to Grzegorz Żak, bo gdy kiedyś wysłałam mu maila pt. „Akacjowe czary” (gdyż właśnie kwitła akacja pod naszym oknem), to na drugi dzień miałam wiersz o tym tytule. Następnego miałam już gotową muzykę. Strasznie lubię ten utwór…a zapach akacji, jej kwitnienie to zawsze niesamowity dla mnie czas.
Zazdroszczę takiej intensyfikacji postrzegania…
Ale wiesz, dlatego też brzydota tak szalenie mnie smuci! Zwłaszcza dysharmonia otoczenia spowodowana między innymi koszmarnym budownictwem, niszczeniem obiektów historycznych, bezmyślnym wycinaniem drzew. W Częstochowie co chwilę napotykam świeże pnie po wyciętych drzewach, których w tym mieście i tak jest mało. Kilka dni temu, niedaleko miejsca, gdzie mieszkam została zburzona stara fabryczka o niesamowitej architekturze. Opłakuję każdy kamień zalany asfaltem, każdą starą kamienicę odnowioną „nowocześnie”.
Ale ostatecznie to z dźwięków czerpiesz najwięcej?
Tak, to muzyka daje mi bardzo istotne dla mnie uczucie spełnienia . Dopinguje do wszelkiego działania. Gdybym miała ogródek, od razu bym w nim buszowała, ale nawet do rzeczy, które nie bardzo lubię robić np. żmudne sprzątanie przedświąteczne.
W muzyce nuży mnie zbytnia oczywistość w harmonii , rytmie, wtórność a przede wszystkim brak szczerości. W każdej muzyce można bardzo łatwo oszukać. Czasami ludzie są zachwyceni jakimś graniem, choć dla mnie wykonanie jest tylko efekciarskie. Ale byłam kiedyś z Marcinem na koncercie Ornette’a Colemana, twórcy własnego stylu muzycznego, harmolodics. Jazz Jamboree rok bodajże 1995 . Długo czekaliśmy na koncert. Do trzeciej w nocy grały polskie zespoły. I doczekaliśmy się Ornette’a, który wyszedł w składzie z dwoma perkusistami, dwoma gitarzystami i dwoma basami. Wyobraź sobie, jaki to skład. Pomyślałam, że to będzie jakaś kakofonia dźwięków. Siedziałam wbita w fotel. Choć słyszałam naraz mnóstwo melodii, byłam zachwycona. To była harmonia. Może nie oczywista, ale wystarczy się na nią „otworzyć”. Przecież w lesie też dobiegają do nas jednocześnie różne ptasie frazy.
Osobne doświadczenie dźwięku w twoim życiu wiąże się z ptakami, prawda?
Ptaki są moją wielką fascynacją, staram się zarażać nią innych ludzi. Cudnie śpiewają to jedno, osobną kwestią jest radość z ich rozpoznawania. Znalezienie śpiewającego ptaka pośród gałęzi, to jak polowanie, które wyzwala ogrom emocji . One tak przedziwnie śpiewają, to dla mnie wielkie wyzwanie, żeby nauczyć się je rozpoznawać. Np. drozd, zaśpiewa jedną frazę, powtórzy ją ze dwa razy, potem przechodzi do następnej, znów ją ze dwa razy powtórzy i przechodzi do kolejnych. To taki ptasi wielki improwizator.
Nigdy nie będzie hochsztaplerem.
O nie! Zresztą to nie dotyczy żadnego z ptaków, chodzi tu przecież o założenie ptasiej rodziny. Choć są ptaki, które śpiewają monotonnie. Piegże, sikorki, zięby wciąż powtarzają to samo zawołanie i większość ptaków tak robi, ale to też piękny śpiew. W tym roku udało mi się usłyszeć też innych improwizatorów: zaganiacza i słowika rdzawego .
Widzę, że „niuansujesz” do podgatunków.Raczej do gatunków bliźniaczych. No, bo są dwa słowiki – szary i rdzawy. Trudno rozróżnić ich śpiew i wygląd. Ucieszyłam się, gdy udało mi się ostatnio rozpoznać słowika rdzawego. Bardzo fascynująca jest również dla mnie łozówka. To jest ptak gnieżdżący się w szuwarach, przy rzekach. Czasami słyszysz dziecięce zabawki, wydające takie charakterystyczne „i-i”, „i-i”. Więc ona wplata takie dźwięki. Niekiedy tak śmieszne, zupełnie zwariowane. Ponoć zapamiętuje śpiewy ptaków egzotycznych podczas swoich wędrówek na południe.
Rozmawiała Wiktoria Wojtyra
fot. Wojciech Prażmowski / www.lidiapospieszalska.com









