WYWIAD / Rafał Skonieczny
-
Dodano: 13:16 11 sierpnia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Hotel Kosmos, Marta Rogalska, Muzyka, wywiad
- W historii muzyki rozrywkowej jest kilka płyt, które uznaje się za objawienie. Hotel Kosmos nagrał właśnie taki album dla polskiej muzyki. Zasada jest prosta. Jeśli chcesz mieć zajebistą płytę, to po prostu tak zagraj — o najnowszym albumie zespołu Hotel Kosmos opowiada wokalista i gitarzysta grupy Rafał Skonieczny.
WIĘCEJ O HOTELU KOSMOS:
SINGIEL „BARRICADE” Z NOWEJ PŁYTY
Marta Rogalska: Gracie już od prawie dziesięciu lat. Co się zmieniło przez ten czas? Jaki jest dzisiaj Hotel Kosmos?
Rafał Skonieczny: Hotel Kosmos to zespół, który odnalazł się na nowo po latach grania. Ostatni rok to odkrycie zupełnie nowe z powodu obecności Piotrka Komosińskiego i niezwykle inspirującego pobytu w porażyńskich lasach, gdzie nagrywaliśmy drugą płytę. Hotel Kosmos kiedyś a Hotel Kosmos dzisiaj to absolutnie różne bajki. Gramy lepiej, pijemy więcej, dorobiliśmy się mądrej publiczności i reputacji łobuzów. Do tego nowe tatuaże, papierosy i propozycje matrymonialne. Kiedyś się miotaliśmy, dzisiaj jesteśmy samowystarczalną firmą.
Często mówi się, że w waszej muzyce słychać wpływy Variete. Jak to jest naprawdę? Czym jest dla ciebie Variete?
Po raz pierwszy usłyszałem Variete jak byłem w pierwszej klasie liceum. To było otwarcie oczu. Pewien starszy gość dał mi kasetę z ich debiutanckim materiałem. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie słyszałem, Świetliki przy tym wydały mi się szkolne. Ta płyta odmieniła moje życie. W szkole koledzy nie rozmawiali o takich grupach. Radiohead, Metallica, owszem, ale nie Variete. Ci muzycy zdominowali mój pogląd. Będąc na studiach w Toruniu dowiedziałem się o ich koncercie wcześniej myśląc, że już nie żyją (śmiech). Zobaczyłem ich w składzie, w którym nagrali swoje największe płyty. Po autograf oczywiście nie poszedłem. Kilka lat potem podróżowałem z nimi jednym busem na trasie koncertowej. Tyle jeśli chodzi o przeznaczenie.
Czy dokonania Variete mają wpływ na muzykę Hotelu?
Gdybym miał zabrać coś na bezludną wyspę, byłaby to pierwsza płyta Variete. Podskórnie ta muzyka na pewno miała wpływ na naszą twórczość, ponieważ się na niej wychowaliśmy. Mimo to uważam, że pierwsza płyta Hotelu i w ogóle droga, którą obraliśmy, jest wręcz zaprzeczeniem Variete. Praca z Grzegorzem Kaźmierczakiem [poeta, wokalista i autor tekstów zespołu Variété - dop. red.] w studiu Mózg nad debiutancką płytą pokazała, że mamy własną koncepcję. Grzegorz uświadomił nam wiele rzeczy, niejednokrotnie pomógł, ale również musiał zaakceptować nasze, czasami może dość dziecinne, pomysły. Podczas nagrywania nie myślałem, że muszę być jak Grzegorz. Myślałem, że muszę zaśpiewać tak, żeby brzmiało jak najlepiej. Być może skojarzenie z Variete wynika z tego, że w Hotelu nie ma pięknego śpiewu, a raczej melorecytacja. Mam wrażenie, że ludzie, którzy odnoszą nas do Variete nie mają pojęcia co to jest za zespół. Nie rozumieją muzyki i tekstów Grzegorza.
Jaka będzie wasza druga płyta?
Opisując jakąś płytę możemy ją rozebrać na czynniki pierwsze, wskazywać nawiązania do konkretnych gatunków i stylów muzycznych, bo podobno wszystko już było. Jednak jest kilka płyt w historii muzyki rozrywkowej, które uznaje się za objawienie. Trudno je porównać z czymkolwiek. Nie mam na myśli wydawnictw, które zostały wypromowane przez Pitchforki [Pitchfork to anglojęzyczny vortal muzyczny poświęcony głównie recenzjom płytowym, nowościom i wywiadom z artystami - dop. red.] i inne takie jako albumy rewolucyjne, a które w istocie nie wnoszą nic nowego. Za album rewolucyjny w Polsce uważam na przykład „Cosmopolis” Brygady Kryzys. Wiadomo, że słychać odniesienia do znanych nurtów, ale stopień przetworzenia przez otaczającą rzeczywistość i wrażliwość artystów jest tak silny, że odbieram ją jako nową jakość. My nagraliśmy kolejną taką płytę dla polskiej muzyki. Ja oczywiście wiem dlaczego zagrałem na gitarze w określony sposób, dlaczego reszta zespołu zagrała tak, a nie inaczej. Wiem mniej więcej skąd biorą się określone pomysły, z jakiej kultury muzycznej się wywodzą. Chodzi o takie wykorzystanie muzycznych inspiracji, by stworzyć własny język. Jestem niezmiernie ciekawy do czego recenzenci będą usiłowali nas porównywać. Nie ma drugiej takiej płyty jak nasza.
Drugi album zaczęliście nagrywać w 2008 roku. Cały materiał był gotowy, jednak nie zdecydowaliście się na wydanie.
Faktycznie materiał na płytę został zaaranżowany i nagrany niemal w całości w wersji elektronicznej. Podobnie jak przy pierwszym albumie pracowaliśmy w Mózgu z Grzegorzem Kaźmierczakiem. Założenie było takie, by elektronikę zastąpić żywymi instrumentami. Nie byliśmy jednak zadowoleni z tego jak gramy. To co „nieżywe” okazało się fajniejsze od tego co „żywe”. Po jakimś czasie w zespole pojawił się Piotrek Komosiński, który wniósł świeżą energię. Na nowo zaaranżowaliśmy utwory. Okazało się, że to co robiliśmy wcześniej w Mózgu nie ma dłużej sensu. Zmieniła się koncepcja. Nagraliśmy tę płytę jeszcze raz w całości. Materiał był nagrywany na „setkę” — na żywo, przez wszystkich jednocześnie, co nadało muzyce autentyczności. Ponadto utwory kształtowały się do ostatnich momentów sesji nagraniowej. Ostatecznie finalna wersja płyty zawiera materiał z Porażyna, Mózgu i różnych domów, wśród których znajduje się również dom należący do niemieckiego producenta muzyki elektronicznej Można więc powiedzieć, że nagrywaliśmy trzy lata.
Dlaczego zdecydowaliście się nagrywać na setkę? Nie jest to dzisiaj powszechna praktyka.
Namówił nas do tego Szymon Swoboda – nasz realizator. To jest prosta zasada. Jeśli chcesz mieć zajebistą płytę, to po prostu tak zagraj.
Materiał jest już nagrany. Co się dalej?
Płyta została zmiksowana i zmasterowana przez Szymona ze studia Vintage Records w Porażynie. Początkowo chcieliśmy masterować w Stanach w Golden Mastering Studio. W tym studiu powstawały albumy Primusa, Sonic Youth i Phila Elveruma. Jednak kwestia finansowa i poczucie, że mastering to tylko kosmetyka, sprawiły, że postawiliśmy na polską jakość. Bo ta płyta jest na wskroś polska.
Kiedy premiera?
Nie wiadomo. Jesteśmy na etapie szukania wydawcy. Nasz materiał jest długi, trudny, nie radiowy i piękny. Będzie ciężko.
Powodzenia!
Na zdjęciu: Rafał Skonieczny, torunianin, poeta, muzyk, stypendysta Prezydenta Miasta Torunia, recenzent i członek familii Kulturalnego Torunia










Powodzenia Hotelu Kosmosie! :)