WYWIAD / Kołacki-dźwięk-Orient
-
Dodano: 13:39 5 lipca 2011
Kiedy: w dniu 2011-07-06 godzina 20:00
Gdzie: CSW Znaki Czasu
Bilety: za darmo
Kategorie: Koncerty, Muzyka, Wiadomości, Wydarzenia
Tagi: Barbara Plewa, orient potockiego, Pokój z kuchnią, Rafał Kołacki, Tonopolis, wywiad, za darmo
- Istotne jest dla nas odkrywanie zupełnie innych aspektów muzyki i dźwięku. Podobnemu potraktowaniu muzyki bliżej rytuału niż komponowaniu utworu muzycznego – mówi Rafał Kołacki, członek zespołu HATI, współautor projektów Tonopolis” i „Orient Potockiego”.
6 lipca zapraszamy do Pokoju z kuchnią na niezwykłe wydarzenie muzyczno-literackie pod znakiem twórczej improwizacji. Projekt Orient Potockiego. Dźwiekopis, stworzony przez Dariusza Wojtasia, Dariusza Brzostka, Rafała Kołackiego, Krystiana Wieczyńskiego, Radosława Garncarka, Pawła Bohuszewicza i Roberta Zalewskiego, oparty jest na dźwiękowo-muzycznej interpretacji kultowych dzieł Jana Potockiego – Rękopis znaleziony w Saragossie i Podróż do Cesarstwa Marokańskiego. Godzina. 20:00, P+k, WSTĘP WOLNY!
Barbara Plewa: Do „Tonopolis” załączone zostały dwa eseje. Jaki jest ich związek ze stroną muzyczną projektu?
Rafał Kołacki: „Tonopolis” jest quasi-naukowym projektem. Eseje tłumaczą całą zastosowaną metodologię. Natomiast jest to też projekt artystyczny, więc w pewien sposób ma miejsce przełamywanie tych barier metodologicznych. Naukowy aspekt spacerów dźwiękowych, sporządzania nagrań terenowych – to tylko jeden z elementów projektu. Jest to baza, dopiero później następowała interpretacja zgromadzonego materiału.
B.P.: A wymieniona w jednym z esejów funkcja propagowania ekologii dźwięku…
R.K.: To się nierozłącznie kojarzy z metodologią field recordingu. Czasami ten aspekt wręcz przeszkadza, bo jest trochę moralizatorski. Zanieczyszczenie hałasem miasta i w ogóle naszego otoczenie dźwiękowego, to nie tylko hałas generowany przez miasto, ale także przez nas samych. Chodzi tu, czy to o muzykę w domu, czy tą, która jest obecna prawie już wszędzie: w windzie, w toalecie, w kawiarniach. Słuchanie, w myśl zasady ekologii dźwięku, powinno się odbywać po procesach oczyszczających nasze słyszenie. Do tego są tworzone odpowiednie ćwiczenia, również sam spacer dźwiękowy ma temu służyć. Mamy usłyszeć nasze otoczenie dźwiękowe ale także siebie w tym otoczeniu, czyli nasze kroki, nasze ruchy, oddechy. Wszystko to jakby nas uczula na dźwięk.
B.P.: Czego właściwie dotyczy pojęcie soundmarks?
R.K.: Soundmarks to są dźwięki rozpoznawalne dla danego miejsca. Sztandarowym przykładem jest hejnał mariacki. Ten dźwięk stał się atrakcją turystyczną, a jednocześnie takim wyróżnikiem dla miasta.
B.P.: Czy rzeczywiście w każdym miejscu można wyróżnić coś tak charakterystycznego?
R.K: To jest pytanie, bo wydaje się, że nie. Z drugiej strony, jeżeli miasta pretendują do tego, żeby stać się w jakiś sposób atrakcyjne turystycznie, to powinny moim zdaniem zadbać też o tę stronę dźwiękową i próbować stworzyć własną dźwiękową wizytówkę. Przykład fontanny „Cosmopolis”, która miała być dźwiękową atrakcją, a tymczasem to dźwiękowa, ale żenada. Puszcza się tam utwory z „Gladiatora”, co jest totalnym nieporozumieniem. Z kolei odtwarzanie utworów stworzonych przez kompozytora konkretnie w tym celu, ale puszczanych przez kolumny, które nie są za dobrej jakości, również mija się z celem. Wprowadzanie w przestrzenie miejskie fontann jest jednym z postulatów ekologii dźwiękowej. Ma to urozmaicać, uatrakcyjniać i jednocześnie równoważyć hałas. Natomiast w przypadku tej fontanny nie eksponuje się dostatecznie samego dźwięku wody.
B.P.: Jeśli chodzi o stronę artystyczną projektu: „Tonopolis” to nie tylko płyta, eseje, ale i strona internatowa…
R.K.: Warto zaznaczyć, że jest to też strona powstała przy współpracy Ewy i Jacka Doroszenko. Oboje bardzo mi pomogli w realizacji tego projektu. Zresztą Ewa tworzyła również okładkę do „Orientu Potockiego”. Ta strona jest nietuzinkowa. Dużo rozmawialiśmy o tym, jak to ma wyglądać, żeby projekt był atrakcyjny dla potencjonalnego odbiorcy. Czysty field recording dla człowieka, który się tym nie zajmuje jest ciężki do przełknięcia. Doszliśmy do wniosku, że może uczynić ten projekt bardziej atrakcyjnym dzięki części wizualnej. Staraliśmy się, żeby ten projekt był całościowy. Niejakim dopełnieniem były organizowane przeze mnie prezentacje tego projektu oraz panele dyskusyjne z zaproszonymi uczestnikami, fachowcami. Jednym z nich był Marcin Dymiter, który zresztą robił kawałek na tej płycie.
B.P.: W marcu pojawiła się płyta „Orient Potockiego”. Co przeważyło w doborze literatury?
R.K.: Współpracuję cały czas z Dariuszem Brzostkiem, literaturoznawcą, a także znawcą Potockiego. Była to nasza wspólna decyzja. Inspiracją były fragmenty prozy Potockiego, opisy charakteryzujące dźwiękowy świat Maroka. Ponadto Potocki jest w sferze naszych zainteresowań m.in. dlatego, że lubimy muzykę z tamtych regionów, czyli północnej Afryki. Dlatego to było takie oczywiste, że zajęliśmy się właśnie Potockim.
B.P.: Jak wyglądała sama praca nad projektem?
R.K.: Niestety finanse nie pozwoliły, żebyśmy pojechali w tamte rejony na nagrania terenowe, a taka była początkowo idea. Staraliśmy się jednak innymi środkami zbudować atmosferę orientu, dlatego postawiliśmy na nagrania lo-fi. Są to nagrania złej jakości. Niejednokrotnie więc z premedytacją stosowaliśmy zabiegi, które pogarszały jakość nagrań: specjalnie nagrywaliśmy na słabych magnetofonach kasetowych, w pomieszczeniach, które w niekorzystny sposób wpływały na jakość tego dźwięku. Najpierw pojechaliśmy w plener i tam nagraliśmy sesję w przeciągu trzech dni. Wyszło z tego kilka godzin nagrań, z czego wybraliśmy osiem, czy dziewięć utworów. Do tego dołączyliśmy materiał literacki wybrany przez Darka. Kolejnym etapem były nagrania z aktorami i ich głosową interpretacją fragmentów z Potockiego.
B.P.: Na czym opierała się praca z materiałem słownym?
R.K.: W pracy ze słowem ważne było, żeby osadzić je w odpowiednich strukturach muzycznych. Przekształcaliśmy głos aktorów poprzez różnego rodzaju efekty dźwiękowe. Głównie pracowaliśmy na space echo, na bardzo kiedyś popularnym efekcie analogowym.
B.P.: Na płycie znalazły się fragmenty po polsku i po francusku. Jaki był cel takiego podziału?
R.K.: Potocki pisał w oryginale po francusku. Dlatego pokusiliśmy się o to, żeby ten francuski jednak znalazł się na płycie. Zresztą okazało się, że o wiele prościej było wmontować w muzykę partie mówione po francusku, niż te w języku polskim. Francuski jest bardziej muzyczny, melodyjny. A wracając do procesu tworzenia płyty, to następnym etapem było zaproszenie gości, przy których udziale postępowała dalsza praca nad tak przygotowanym materiale dźwiękowym. Po wizycie każdego z gości utwór zmieniał charakter i to czasami diametralnie, np. początkowy podkład rytmiczny, po dodaniu gitary, całkowicie zmieniał charakter, utwór stawał się bardziej melodyjny. Efekt końcowy był dla nas zaskoczeniem.
B.P.: Co z planowaną instalacja multimedialną?
R.K.: Miała być wystawa, ale ze względu na obcięcie budżetu nie zostało to zrealizowane. Postawiliśmy więc na aspekt wizualno-dźwiękowy, a występ przybrał formę koncertu z elementami słuchowiska. W tym kształcie zaprezentowaliśmy projekt na tegorocznej Klamrze.
B.P.: Często wzbogacacie swoje występy wizualnymi efektami?
R.K.: Bardzo rzadko. Tylko jeżeli mamy okazję współpracować z takim artystą wizualnym jak Raymond Salwatore Hormon.
B.P.: Wykorzystujecie niestandardowe instrumenty, czy to samo nie pogłębia widowiskowości waszych koncertów?
R.K.: No tak, wykorzystujemy instrumentarium z rzeczy znalezionych, kupionych na złomie, czy po prostu zwykłe przedmioty, które stają się dla nas instrumentami, np. dęte instrumenty z rur PCV, rogi zwierzęce, instrumenty przez nas robione, czy też modulowane. Istotne jest dla nas odkrywanie zupełnie innych aspektów muzyki i dźwięku. Podobnemu potraktowaniu muzyki bliżej rytuału niż komponowaniu utworu muzycznego. Jeśli chodzi o metodę gry, to posiadamy swoje sprawdzone motywy, na których bazujemy, a instrumenty dobieramy na zasadzie sonorystycznego doboru, czyli dźwiękowego kontrastu albo współpracy instrumentów.
B.P.: Jakie plany na przyszłość, kiedy znowu pojawi się coś na blogu?
R.K.: Jak dotąd, pierwsze półrocze było związane z działalnością HATI. Byliśmy w Stanach Zjednoczonych na festiwalu, mieliśmy trasę koncertowa z Z’EVem. Teraz z kolei pracujemy nad wydaniem kilku płyt. Mamy materiał z tamtego roku, który nagraliśmy ze Sławkiem Ciesielskim, musimy tylko znaleźć wydawcę. Na wydanie czekają m.in. zarejestrowane dwa koncerty z Z’EVem. Prawdopodobnie pierwsza płyta ukaże się we wrześniu. Zaczęliśmy grać, co jest dla nas nowym rozdziałem, z Robertem Darłowskim. Robert kiedyś tworzył hip-hop, jako Robert-D, a teraz gra na aborygeńskim didgeridoo. Ósmego lipca gramy w trójkę pierwszy koncert na Malcie.
B.P.: Czy planujecie jeszcze występy z „Orientem”?
R.K.: Tak, planujemy koncert w Pokoju z kuchnią, a w październiku lub na początku listopada w klubie Lizard King. Chcielibyśmy to pokazać jeszcze parę razy w formie słuchowisko-spektaklu.
http://www.myspace.com/hatitah
Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu, Dach
ul. Wały gen. Sikorskiego 13
87-100 Toruń
info@csw.torun.pl
www.csw.torun.pl









